Nowy huragan

poniedziałek, 7.maja.2012, 08:54
W piątek młoda dorwała gdzieś speeda. Poruszała się w trybie biegu, nie zwolniła nawet na zjedzenie czegoś. Oczywiście musiałam biegać za nią a jakakolwiek próba siedzenia kończyła się dość dosatnym i głośnym protestem. Nie dała się uśpić, nie dała się zatrzymać. Wbiegała do pokoju, łapała zabawkę i biegiem wrzucała ją do drugiego pokoju. Chwytała kredkę, biegnąc narysowała kreskę na ścianie, szybko zanim dobiegnę i jej zabronie. Ot teraz ściana jest bardziej kolorowa. Zatrzymała się na moment by z mamą podziwiać jak ładnie na balkonie rośnie zielnik. 
Nie padła wieczorem. Przez prawie godzinę wychodziła z łóżeczka, wchodząc do pokoju gdzie siedzieliśmy przypominała sobie że nie wzięła ze sobą lali więc biegiem po nią wracała. 
Chociaż noc przespała całą sama. Ale o 6 wstała i znowu to samo. Po południu Pojechaliśmy na wielogodzinną wycieczkę po sklepach by znaleźć spodnie które Tacie by się spodobały. O 20 my już wykończeni, ledwo wleczemy nogę za nogą a ta dalej porusza się biegiem. Robi slalomy między wieszakami z ubraniami, wchodzi na platformę z koszulami, chowa się i krzyczy "kuku" niewiarygodnie wręcz szczęśliwa że udało jej się zaskoczyć mamę. Bilans snu - 20 min drzemka w samochodzie a i tak nie padła spać a trzeba było odprawić rytutał kilkakrotnego wstawania.
Obudziła się w nocy, zanim weszła do  naszego łóżka wyciągnęła wszystkie zabawki (lala x2, poducha-serducho i miś) obrzuciła nas nimi a następnie niezgrabnie, bardzo stękając wgramolić się ze swoją kołderką w ręce. Dobrze że nie chciała materaca brać ;)
Zatrzymuje się dopiero gdy nie zdąży wychamować na ścianie lub kiedy nóżki zwalniając górna część ciała leci dalej co końcy się padnięciem na nos. Wtedy z jękiem biegnie do mnie, 10 sekund przytulania i dalej wraca do swojej ulubionej czynności
Potem nastąpiła niedziela gdzie tematem przewodnim byli dziadkowie. Biegała z babcią miedzy pokojami. Kiedy próbowała Młodą uspokoić czytając książeczkę na chwile się wyciszyła, po czym ugryzła ją w palec. Wykończona babcia (która należy do osób raczej aktywnych, chodząca po górach i jeździ na rowerze)  zasnęła przytulając wnuczkę ;)
A późnym wieczorem, praktycznie w nocy kiedy spokojnie sobie pracowaliśmy myśląc że śpi ta przyszła do nas i zaciągnęła mnie do łóżka gdzie już czekala jej kołderka i komplet łóżeczkowych zabawek.
Dzisiaj jest spokojniejsza ale w sumie jest 8 rano - dopiero się rozkręca. 
Muszę dorwać jej dilera bo inaczej padnę ;)
Ale jednocześnie zrobiła się niesamowicie kontaktowa, stara się coraz bardziej porozumieć z nami nie tylko różną intensywnością jęków, krzyków i płaczu ale słowami a jak się nie da to językiem migowym. Interpretacja bywa momentami zabawna bo chcąc powiedzieć że za fotel wpadła jej szczotka do włosów, palcem "szczotkowała" sobie zęby drugą ręką wskazując na oparcie. W sumie co za różnica jaka szczotka ;) 
Bardzo przeżywa też książeczkową historię kotka który szukał mleka. Na każdej stronie kiedy kotek ma pustą miseczkę żewnie powtarza "niema" by na samym końcu podnosząc ręce w zachwycie krzyknąć radośnie "jeee".

Zmieniając temat. Młoda do tej pory bardzo chętnie wszystko wszystkim rozdawała. Którego razu chciała nawet listonoszowi dać misia. Jednak kilka odwiedzin w piaskownicy sprawiło że wie już co to znaczy własność prywatna. Skoro chłopiec wyrywa samochodzik krzycząc MOJE, to ja nie podzielę się grabkami i kropka. Logika prosta i jakaż oczywista

Przyjaciele

środa, 11.kwietnia.2012, 14:09
Młoda znalazła sobie przyjaciółkę. Wszędzie z nią chodzi, tańczy, dzieli się piciem i jedzeniem, tuli, całuje. Tą przyjaciółką jest psychodelicznie uśmiechnięta lala którą ostatnio dostała. Lala miała w zestawie kocyk którym to notorycznie dziecie ją przykrywa. Bo pewnie Lali zimno. Trzyma ją podczas tulenia do snu, przychodzi z nią chwile potem do nas do pokoju by pod pretekstem odniesienia do łóżka potulić się trochę, trzyma ją też w nocy kiedy gramoli się do naszego łóżka. Zabrała do babci na świąteczny obiad. 
Ogólnie młoda wreszcie zaczyna mieć swoje sprawy, swoje zabawy (najczęściej usilne próby pomalowania kredkami ściany), dając mi odrobinę wolnego czasu.
Oczywiście jednocześnie wpadliśmy w Kryzys Dwulatka. Młoda dokładnie wie czego chce a chce wszystko. Na szczęście ja też znam słowo Nie i wbrew pozorom i uporczywym staraniom też potrafię go używać. Co nie znaczy że momentami nie mam ochoty wysiąść i z przykrością musze stwierdzić, że większość bitew wygrywa ona.

Umie coraz więcej słów co nie znaczy, że nie woli dalej gestykulację którą doprowadziła do poziomu mistrzowskiego. Najnowsze słowa to kako (kakao), ała, ziazi (przy jej żywiołowości i braku hamulców to często powtarzane słowa). Ale próbuje po mnie powtórzyć prawie każdy rzeczownik ;)

Wie ktoś coś może od dotacjach unijnych dla ludzi którzy chcą otworzyć własną działalność? Nasze portfele lerzą i kwiczą i coś by się przydało z tym zrobić więc mając pomysł na własną firmę chciałam takową otworzyć, jednak bez żadnej pomocy na start w pierwszych miesiącach dosłownie pożre nas chociażby ten głupi VAT.

Bo życie polega polega na zmianach.

sobota, 31.marca.2012, 23:37
Dostałam z T-mobile nowy numer. Tak więc już nie dowiem się czy zdesperowana matka odnajdzie syna, czy zła Dagmara poniesie konsekwencje swoich niecnych czynów i czy Leszek dalej będzie kradł samochody. Ale przynajmniej wczoraj co 10 min nie dzwonił mi telefon.

Tak wogóle to ściełam sobie grzywkę. Nic spacjalnego bo nie mam zamiaru co dwa tygodnie chodzić do fryzjera by mi to poprawiał. Coś na styl dziecięcych grzywek albo hipisowkich... tak, z moimi metrowymi, prostymi blond włosami wyglądam bardzo hipisowsko z tą grzywką :P - moja pierwsza poważniejsza zmiana fryzury od... 16lat? Może więcej. Młoda na szczęście nie miała problemów z rozpoznaniem kim jestem. Jeszcze 4 dziurki w uchu i będę miała na ten czas dosyć zmian w sobie ;)

Tak poza tym to muszę niestety powiedzieć, że młoda znowu trafiła do nas do łóżka. Kilka dni po próbie wyrzucenia jej z łóżka na milusińskiego, gdy słodko przytulaliśmy się z Moją Drugą Połową poczułam że mnie coś w nogach uwiera. Patrzę, a tu młoda śpi na spodzie łóżka bo pewnie nie mogła się wbić między nas. Wyglądało to bardzo smutno więc na pół przytomna podciągnęłam ją wyżej, do nas. No i teraz już nic nie jest w stanie jej wyrzucić. Ale z drugiej strony nie walcze z tym. Skoro mimo tylu prób nadal tak usilnie walczy o miejsce w naszym łóżku to widocznie tego potrzebuje. Może jak będzie miała swój pokój, większe łóżko, ale na razie o godzinie 3 w nocy, dalej wychodzi z łóżeczka, w czołguje się do nas i mocno obejmując mnie za szyję wtulona w mamę zasypia. Nie da się z tym walczyć.

Tak poza tym to może sprzedaliśmy działkę. Trafiliśmy na Pierwszy Typ Człowieka. Był bardzo zainteresowany, miał co do naszej działki konkretne plany tylko że wszystko chce sfinansować kredytem. Czyli musimy czekać na odpowiedź banku czy mu go udzielą. Zobaczymy. 

I na koniec wraz ze zniknięciem słońca zniknęła migrena. Miło z jej strony. A dzisiaj po raz pierwszy w tym roku widzieliśmy (i usłyszeliśmy) piorun. mmmm. Właśnie z ich powodów tak bardzo kocham tą porę roku.

Tak więc dużo się dzieje. Jak to na wiosnę przystało.
Dopisane 1 kwietnia z rana: pogoda na proma aprilis postanowiła zrobić kawał i właśnie pada śnieg pokrywając dachy i trawniki białym puchem. Bardzo zabawne ;)

ps.
W końcu uruchomiłam mojego bloga kulinarnego. Zapraszam na:
Jeśli chcesz dostawać powiadomienia o nowych notkach na maila wystarczy że klikniesz ten link: 
SUBSKRYBUJ

O kontaktach międzyludzkich.

piątek, 23.marca.2012, 22:47
Jak zwykle początek słońca i ciepłej pogody okupuję migreną - kończy się 4 dzień. Ale nie daje za wygraną i hasamy z małolatą po parku ganiając ptaszki i pieski oraz próbując zaprzyjaźnić się z licznymi przestraszonymi dziećmi (jakoś jeszcze nie spotkaliśmy drugiego tak przebojowego malucha jak młoda) - jeszcze parę tygodni i uodpornie się na słońcę i będzie lepiej. Jak co roku.
Jest 18 stopni w cieniu więc młoda w body, bluzie i spodenkach bez kurtki ale za to ze stylową czapką. W domu mamy 1-2 stopnia więcej i biega często w samych pampersach (nie da się jej zmusić do założenia czegoś więcej). Dookoła matki z dziećmi opatulonymi szalikami, polarami i zimowymi butami patrzą na mnie spode łba. Same też są ubrane jakby było maks 5 stopni. Ja chyba z innej strefy klimatycznej jestem.

---

3 tygodnie temu zapukał do nas komornik. Nie, nie - nie jest z nami tak źle. Tak źle jest z poprzednim wynajmującym który postanowił zapaść się pod ziemię i nigdzie (a zwłaszcza u wierzycieli) nie podać nowego adresu. Tak czy inaczej komornik miał asystenta który wyglądał na takiego który nie pyta nawet po tym jak kogoś zleje. Szczerze trochę się przestraszyłam. Ten co wyglądał na inteligentniejszego upierał się że jestem członkiem rodziny tej  osoby. Był dość opryskliwy i dlatego nie zdziwiłam się że przeszedł ze mną od razu na Ty zadając pytania typu "a jesteś jego córką?" (na oczy kolesia nie widzidziałam więc nie wiem ile ma lat). W końcu zniecierpliwiony spytał: "a jest ktoś dorosły w domu?" pozostało tylko odpowiedzieć że mam 26 lat więc chyba tak. Atmosfera od razu się rozluśniła jak ten osiłek zgiął się wpół ze śmiechu. Inteligent nagle stracił impet i szybko się zmyli bardzo przepraszając. Ah dowartościowałam się trochę bo patrząc w lustro myślałam że gorzej już być nie może. A tak to chociaż mogę stwierdzić że mimo że jest źle to przynajmniej młodo wyglądam.

Trochę mniej zabawnie jest z telefonem. Przeniosłam abonament z playa do t-mobail i dostałam tymczasowy numer póki nie zwolnią mojego starego. Numer niestety kiedyś do kogoś należał i w sumie nie bardzo wiem o co chodzi ale średnio 2-3 razy w tygodniu jakaś babka-psychopatka urządza sobie seseje wydzwaniając i sms do mnie non stop. Bo ponoć to był numer jej syna który zapewne z nią zerwał kontakt a ona uznała że ja jako Dagmara (bo kłamię tłumacząc skąd mam ten numer) go porwałam a on jest chory psychicznie. Jestem dilerką i dziwką która "śpi z gołą ć* w kasynie" i cała gama wyzwisk o których nawet czołowy wulgaryzator wśród moich znajomych nie słyszał. Groziła że pójdzie na policję (ucieszyłam się bo miałam nadzieje że w końcu policjanci jej wytłumaczą), teraz zgłosiła mnie do CBS. Niby nic ale jednak sytuacja jest wkurzająca i męcząca trochę bo ciągnie się od 2 miesięcy. Na początku ignorowałam bo to miał być mój tymczasowy numer dopóki play nie odda mojego stałego ale w wyniku niekompetencji (kolejnej...) playa muszę zostać przy tym. Napisałam pismo z prośba o zmianę - zobaczymy jak się to skończy. Dzisiaj dostałam 6 sms, 4 razy nagrała się na pocztę bo nie podnosiłam słuchawki (a tam dowiedziałam się że kradne samochody z jakimś zieją i sprzedaje krak dzieciakom)

A co u młodej? Próbuję nagrać z nią wywiad ale to nie ma sensu. Codziennie zaczyna mówić coś nowego. Dzisiaj doszło jajo i mleko. A i tak najbardziej lubi mówić "belumlelumlululala" - nie wnikam. Taka zabawa albo próba przekonania mnie bym dała lizaka bo wywija przy tym językiem niesamowicie.

Miłość wszystko zwycięży

czwartek, 8.marca.2012, 11:31
Źli rodzice z nas. Oto dziecie nasze chciało znowu z nami przesypiać całą noc. Biedactwo usłyszało jak idziemy do łóżka, wygramoliło sie cichutko ze swojego i z wielką determinacją w oczach, półprzytomne zaczęło wpełzać do naszego. Tą miną jednoznacznie dała do zrozumienia że nie przyjmuje rzadnej odmowy. Będzie z nami spała i koniec. Co było zrobić? Tylko przesunąć się i pozwolić jej ułożyć się tak jak chce. No i tak jedna noc, potem druga. Trzeciej nocy Tata postanowił coś z tym zrobić. Pomysł był przedni i jak okazało się bardziej skuteczny niż moje wcześniejsze wszystkie próby z odnoszeniem, wielominutowym tuleniem, kołysaniem i śpiewaniem. Otóż postanowił być miły i czuły. Głaskał, przytulał, całował w czółko, poprawiał kołderkę by była idealnie położona na potomkini. Problem polegał na tym że robił to w czasie kiedy jedynie czego pragneła to spać. Po jakiś 10 min (czyli o wiele krócej niż trwało zazwyczaj moje tulenie) Młoda kategorycznie i natychmiast zarządała odniesienia do łóżeczka gdzie to panował spokój i nikt jej nie utrudniał snu. I teraz już jest spokój. Nawet jeśli się obudzi to i tak chce spać u siebie. Mam nadzieje że tym razem to już na dobre - jakby coś to w tacie czają się naprawdę duże pokłady miłości ;)

Z okazji dnia kobiet pozwoliłam młodej pobawić się moimi kosmetykami (które i tak są na wykończeniu) - efekt jest taki że obie jesteśmy pomalowane w profesjonalne barwy wojenne a jej jeszcze nie dosyć. 

A tak poza tym wszystkim kobietom życzę by już żadną nigdy nie dopadł PMS.

Jeśli chcesz dostawać powiadomienia o nowych notkach na maila wystarczy że klikniesz ten link: 
SUBSKRYBUJ