niedziela, 15.stycznia.2012, 22:56
Miałam nie pisać póki nie przejdzie mi głowa ale muszę opisać jaką to papugę wychodowaliśmy sobie w domu :P
Dla zobrazowania sytuacji: u mnie w rodzinie nie ma zwyczaju noszenia butów w mieszkaniu. Moi rodzice nie wyznawali zasady uczenia przez przykład i wciskali mi na nogi kapcie mimo, że sami nie nosili - jak wiadomo takie wychowanie jest do bani i nigdy się nie sprawdza czyli nie noszę butów. Moja druga połowa zresztą też. Podłogę mamy ciepłą i czystą więc nie będąc hipokrytą nie zmuszam do tego potomkini. Pełni radości boso sobie ganiamy po mieszkaniu, ewentualnie w skarpetkach.
Jako, że bywam też leniwa i plecy mnie bardzo bolą staram się ograniczać schylanie. Jak coś leży niedużego na ziemi to sobie pomagam palcami u stóp z podniesieniem. Mimo że grube to nogi mam giętkie. Taka mała małpiatka ze mnie.
Dzisiaj mówię do młodej:
- Podnieś z dywanu ołówek.
A ta bierze przykłada stopę do ołówka i oto tymi swoimi małymi paluszkami u nóg kombinuje z podniesieniem. I prawie jej się udało.
Moja krew.
Jutro kończy dokładnie półtorej roku.
ps. Zapraszam na mojego fotobloga: aniko.folog.pl ktrego właśnie kończe wypieszczać. Jest bardziej pro i do obrzydzenia słodko. Potrzebuje słodyczy - odchudzam się :P
Dla zobrazowania sytuacji: u mnie w rodzinie nie ma zwyczaju noszenia butów w mieszkaniu. Moi rodzice nie wyznawali zasady uczenia przez przykład i wciskali mi na nogi kapcie mimo, że sami nie nosili - jak wiadomo takie wychowanie jest do bani i nigdy się nie sprawdza czyli nie noszę butów. Moja druga połowa zresztą też. Podłogę mamy ciepłą i czystą więc nie będąc hipokrytą nie zmuszam do tego potomkini. Pełni radości boso sobie ganiamy po mieszkaniu, ewentualnie w skarpetkach.
Jako, że bywam też leniwa i plecy mnie bardzo bolą staram się ograniczać schylanie. Jak coś leży niedużego na ziemi to sobie pomagam palcami u stóp z podniesieniem. Mimo że grube to nogi mam giętkie. Taka mała małpiatka ze mnie.
Dzisiaj mówię do młodej:
- Podnieś z dywanu ołówek.
A ta bierze przykłada stopę do ołówka i oto tymi swoimi małymi paluszkami u nóg kombinuje z podniesieniem. I prawie jej się udało.
Moja krew.
Jutro kończy dokładnie półtorej roku.
ps. Zapraszam na mojego fotobloga: aniko.folog.pl ktrego właśnie kończe wypieszczać. Jest bardziej pro i do obrzydzenia słodko. Potrzebuje słodyczy - odchudzam się :P
Komentarze (8), Dodaj
Bo czasami coś przypełznie i wszystko zepsuje
czwartek, 12.stycznia.2012, 23:40Dzięki ostatnim dniom ze średnią snu 3h/dobę dopadły mnie migreny, a z nimi przytachała się cała śmietanka towarzyska z wymiotami i drżeniem rąk włącznie. A jutro przychodzi moja mama - kobieta doskonała oceniać swym krytycznym okiem moją życiową porażkę. Nie mogąc ją zawieść zostawiłam naczynia w zlewie, nie zmytą kuchenkę i trochę rzeczy na podłodze. A niech dowartościuje się moim kosztem. Musi kobieta coś z życia mieć ;)
Ciekawe czy będzie napominać że w tym wieku "dziecko już mówi". Co to w ogóle znaczy? Jakie są ewidentne oznaki tego mówienia. Ile słów musi wypowiadać. Jakie zdania konstruować.
Zaczyna mnie powoli irytować jak to jedna z drugą znajomą, która ma praktykę z dziećmi taką jaką ja z drogimi samochodami, przybierając minę znawcy i zatroskanego obywatela powtarza "to nie jest normalne że półtora roczne dziecko prawie nic nie mówi".
Nie jest tak, że ona nie mówi. Mówi i to dużo tylko jej się nie chce. I na pewno nie na żądanie kogo popadnie. Na weselu jak pokazała paluszkiem na krzyż i jej powiedziałam co to jest to bez problemu powtórzyła "kisz" i tyle. Wie, że umie powiedzieć to zajmie się inną zabawą. A że na żądanie Pana Tadeusza powiedzieć nie umie to już nie jest problem. One też pewnie nie potrafią. Ostatnio mi babcia powiedziała o 8 miesięcznym dziecku co zdania konstruuje. Ja natomiast czytałam kiedyś o tym że w meksyku noworodek zaraz po opuszczeniu macicy powiedział mama i tata. Ktoś mnie prześcignie?
Ale w Polsce mamy od groma lekarzy, prawników i pedagogów i jeden od drugiego więcej wie. Najmądrzejsi są ci co wiedzą wszystko z teorii i zasłyszenia bo przecież wiadomo, że że praktyka i rzeczywistość nigdy nie jest taka jaka być powinna.
Tylko mama mojego znajomego która spłodziła 5 dzieci zachwalała młodą, jak to się pięknie rozwija, jak to pięknie naśladuje głosy zwierząt, jak to ślicznie macha i mówi papa wszystkim na pożegnanie. Słowem nie wspomniała o tym że prawie nie mówi. A chyba żadna fumfela nie widziała rozwoju takiej ilości dzieci jak ona.
A wracając do marudzenia.
Ja wiem, że jak młoda była młodsza to też mało spałam. Ale nie było tyle roboty. Młoda sobie leżała, moim obowiązkiem było tylko ruszanie nad jej twarzyczką jakiejś grzechotki. Teraz muszę z nią biegać, rzucać piłką, turlać się i pełzać do namiotu. Ważyła też 5kg a nie 11.
Jej płacz nie jest teraz tylko informacją o potrzebach ale próbą szantażu i wymuszenia. Dzisiaj przez pół godziny wrzeszczała bo nie chciałam jej dać do zabawy żarówkę i za nic nie dało jej się zainteresować czymkolwiek innym.
Taki wiek. Poszukiwania granic i prób ich przekroczenia. A ja jako ten celnik muszę pilnować by nic się przez nie nie przedarło. Kiedyś mi może za to podziękuje. Prędzej czy później. Jeśli nie pozwolę jej sobie zrobić krzywdę to pewnie prędzej.
Żeby nie było to jej chichot gdy ucieka z pokoju do pokoju przed gilgotkami jest czymś naprawdę niesamowitym, czymś co nie oddałabym za żaden seans nawet najlepszego filmu - jednak nie będę oszukiwać że z pulsującą bólem głową dużo tracę. Nie wiem co za masochista może mówić że ból ma swój urok. Nie wiem co za masochista wspomina go z tęsknotą. Postaram się zapamiętać zabawę, bo ból, zwłaszcza ten migrenowy, należy do tych rzeczy które potrafią wszystko popsuć. Kto go doświadczył to wie że potrafi sprawić że nie można o niczym innym myśleć i zrozumie też że ciężko pisać o czymkolwiek innym gdy szarpie za mózg. Dlatego też może skończę pisanie notek póki nie minie. W końcu mam zapisywać rzeczy przyjemne - coś co warto zachować.
Ciekawe czy będzie napominać że w tym wieku "dziecko już mówi". Co to w ogóle znaczy? Jakie są ewidentne oznaki tego mówienia. Ile słów musi wypowiadać. Jakie zdania konstruować.
Zaczyna mnie powoli irytować jak to jedna z drugą znajomą, która ma praktykę z dziećmi taką jaką ja z drogimi samochodami, przybierając minę znawcy i zatroskanego obywatela powtarza "to nie jest normalne że półtora roczne dziecko prawie nic nie mówi".
Nie jest tak, że ona nie mówi. Mówi i to dużo tylko jej się nie chce. I na pewno nie na żądanie kogo popadnie. Na weselu jak pokazała paluszkiem na krzyż i jej powiedziałam co to jest to bez problemu powtórzyła "kisz" i tyle. Wie, że umie powiedzieć to zajmie się inną zabawą. A że na żądanie Pana Tadeusza powiedzieć nie umie to już nie jest problem. One też pewnie nie potrafią. Ostatnio mi babcia powiedziała o 8 miesięcznym dziecku co zdania konstruuje. Ja natomiast czytałam kiedyś o tym że w meksyku noworodek zaraz po opuszczeniu macicy powiedział mama i tata. Ktoś mnie prześcignie?
Ale w Polsce mamy od groma lekarzy, prawników i pedagogów i jeden od drugiego więcej wie. Najmądrzejsi są ci co wiedzą wszystko z teorii i zasłyszenia bo przecież wiadomo, że że praktyka i rzeczywistość nigdy nie jest taka jaka być powinna.
Tylko mama mojego znajomego która spłodziła 5 dzieci zachwalała młodą, jak to się pięknie rozwija, jak to pięknie naśladuje głosy zwierząt, jak to ślicznie macha i mówi papa wszystkim na pożegnanie. Słowem nie wspomniała o tym że prawie nie mówi. A chyba żadna fumfela nie widziała rozwoju takiej ilości dzieci jak ona.
A wracając do marudzenia.
Ja wiem, że jak młoda była młodsza to też mało spałam. Ale nie było tyle roboty. Młoda sobie leżała, moim obowiązkiem było tylko ruszanie nad jej twarzyczką jakiejś grzechotki. Teraz muszę z nią biegać, rzucać piłką, turlać się i pełzać do namiotu. Ważyła też 5kg a nie 11.
Jej płacz nie jest teraz tylko informacją o potrzebach ale próbą szantażu i wymuszenia. Dzisiaj przez pół godziny wrzeszczała bo nie chciałam jej dać do zabawy żarówkę i za nic nie dało jej się zainteresować czymkolwiek innym.
Taki wiek. Poszukiwania granic i prób ich przekroczenia. A ja jako ten celnik muszę pilnować by nic się przez nie nie przedarło. Kiedyś mi może za to podziękuje. Prędzej czy później. Jeśli nie pozwolę jej sobie zrobić krzywdę to pewnie prędzej.
Żeby nie było to jej chichot gdy ucieka z pokoju do pokoju przed gilgotkami jest czymś naprawdę niesamowitym, czymś co nie oddałabym za żaden seans nawet najlepszego filmu - jednak nie będę oszukiwać że z pulsującą bólem głową dużo tracę. Nie wiem co za masochista może mówić że ból ma swój urok. Nie wiem co za masochista wspomina go z tęsknotą. Postaram się zapamiętać zabawę, bo ból, zwłaszcza ten migrenowy, należy do tych rzeczy które potrafią wszystko popsuć. Kto go doświadczył to wie że potrafi sprawić że nie można o niczym innym myśleć i zrozumie też że ciężko pisać o czymkolwiek innym gdy szarpie za mózg. Dlatego też może skończę pisanie notek póki nie minie. W końcu mam zapisywać rzeczy przyjemne - coś co warto zachować.
wtorek, 3.stycznia.2012, 23:15
Notka na prośbę jednej z czytelniczek. Hłe hłe mam jakieś :P (poza Blue :] )
Zacznijmy od tego, że młoda chyba jest dla mnie lekką wymówką dla jakiegoś większego problemu ze snem. Jest 20 min po północy. Dziecko spokojnie śpi w łóżeczku. Mąż nie chrapie. Pod kołdrą ciepło a ja znalazłam pozycję w której mnie nic nie boli. Teoretycznie idealne warunki do snu. To czemu nie śpię od 40 min? Nie wiem. Cokolwiek nie zrobię - nie zasnę. Próbowałam wszystkich znanych sposobów. Wreszcie zasnę snem zbyt płytkim by móc go uznać za relaksujący o godzinie pierwszej, czasami wpół do drugiej. Budzi mnie wszystko. Pozycja w której zasnę robi się po chwili nie do zniesienia. O drugiej budzi się młoda absolutnie przekonana o tym że najważniejsze co teraz musi zrobić to trafić do naszego łóżka. I tak do trzeciej mam przerwę w śnie bo oto mój potomek wierci się próbując zająć jak największe powierzchnie łóżka. Po godzinie stwierdzi że jednak woli wrócić do siebie by o 5 z powrotem wygramolić się ze swojego łóżeczka, podejść do mnie, której udało się po 40 min zasnąć, pociągnie za rękaw mojej piżamy z zaspanym, cichym "yee" które znaczy mniej więcej tyle "jak nie chcesz bym swoim wrzaskiem obudziła wszystkich w obrębie 150m to lepiej się posuń - a wiedz że potrafię tak wrzeszczeć godzinę"
I jak staram się opisywać tylko te pozytywne aspekty tak czasami trzeba się wyżalić. Bez żadnych powodów, nie oczekując rad które nic nie dadzą poza irytacją "już to robiłam, nie pomogło. Czego nie rozumiesz w zdaniu 'próbowałam wszystkiego'" oraz jeszcze mniej wnoszących słów pocieszenia czy współczucia. Po raz kolejny zwalę to na rosnące zęby bo zauważyłam że wychodzą jej dolne 3jki. Nie po to się zostaje matką by przesypiać noce.
A poza tym skorzystaliśmy z promocji ikei na półroczne raty, oraz tego że moja inteligentniejsza połowa ma urlop i kupiliśmy młodej meble. Jestem nimi zachwycona. Dwie szafki i bujanego łosia składaliśmy cały dzień. Zdolni jesteśmy :P Nagle zabrakło miejsca na namiot. Trzeba w końcu zbudować ten dom ;)
Jutro spotykamy się z kolejnym pośrednikiem nieruchomości który albo stwierdzi że wszystko jest do niczego albo obieca gruszki na wierzbie. Przynajmniej młoda sobie po działce pobiega :)
ps
Dla wyjaśnienia to piszę notki jednak do notatnika. Są bez składu i ładu - bardziej wyrywki myśli. Jak jakąś uda mi się uporządkować to trafia tutaj z datą powstania (na coś opcja zmiany daty jest). Za jakiś czas może wrzucę te z grudnia i mam jeszcze jedną z września :P
Zacznijmy od tego, że młoda chyba jest dla mnie lekką wymówką dla jakiegoś większego problemu ze snem. Jest 20 min po północy. Dziecko spokojnie śpi w łóżeczku. Mąż nie chrapie. Pod kołdrą ciepło a ja znalazłam pozycję w której mnie nic nie boli. Teoretycznie idealne warunki do snu. To czemu nie śpię od 40 min? Nie wiem. Cokolwiek nie zrobię - nie zasnę. Próbowałam wszystkich znanych sposobów. Wreszcie zasnę snem zbyt płytkim by móc go uznać za relaksujący o godzinie pierwszej, czasami wpół do drugiej. Budzi mnie wszystko. Pozycja w której zasnę robi się po chwili nie do zniesienia. O drugiej budzi się młoda absolutnie przekonana o tym że najważniejsze co teraz musi zrobić to trafić do naszego łóżka. I tak do trzeciej mam przerwę w śnie bo oto mój potomek wierci się próbując zająć jak największe powierzchnie łóżka. Po godzinie stwierdzi że jednak woli wrócić do siebie by o 5 z powrotem wygramolić się ze swojego łóżeczka, podejść do mnie, której udało się po 40 min zasnąć, pociągnie za rękaw mojej piżamy z zaspanym, cichym "yee" które znaczy mniej więcej tyle "jak nie chcesz bym swoim wrzaskiem obudziła wszystkich w obrębie 150m to lepiej się posuń - a wiedz że potrafię tak wrzeszczeć godzinę"
I jak staram się opisywać tylko te pozytywne aspekty tak czasami trzeba się wyżalić. Bez żadnych powodów, nie oczekując rad które nic nie dadzą poza irytacją "już to robiłam, nie pomogło. Czego nie rozumiesz w zdaniu 'próbowałam wszystkiego'" oraz jeszcze mniej wnoszących słów pocieszenia czy współczucia. Po raz kolejny zwalę to na rosnące zęby bo zauważyłam że wychodzą jej dolne 3jki. Nie po to się zostaje matką by przesypiać noce.
A poza tym skorzystaliśmy z promocji ikei na półroczne raty, oraz tego że moja inteligentniejsza połowa ma urlop i kupiliśmy młodej meble. Jestem nimi zachwycona. Dwie szafki i bujanego łosia składaliśmy cały dzień. Zdolni jesteśmy :P Nagle zabrakło miejsca na namiot. Trzeba w końcu zbudować ten dom ;)
Jutro spotykamy się z kolejnym pośrednikiem nieruchomości który albo stwierdzi że wszystko jest do niczego albo obieca gruszki na wierzbie. Przynajmniej młoda sobie po działce pobiega :)
ps
Dla wyjaśnienia to piszę notki jednak do notatnika. Są bez składu i ładu - bardziej wyrywki myśli. Jak jakąś uda mi się uporządkować to trafia tutaj z datą powstania (na coś opcja zmiany daty jest). Za jakiś czas może wrzucę te z grudnia i mam jeszcze jedną z września :P
zrozumieć 17tomiesięczniaka :P
wtorek, 6.grudnia.2011, 14:22Są mikołajki i nie ma jeszcze wypłaty. Chciałam młodej z tej okazji kupić Łosia na biegunach ale chyba wybaczy to kilkudniowe spóźnienie.
A jutro pracowity dzień. Najpierw do dermatologa, potem szybko na szczepienie. Ciekawe czy pozwolą na szczepienie ale to się zobaczy. Potem jeszcze przypomnieć się w mojej pracy na chwile i spakować tatę który jedzie na dwudniowe szkolenia.
Znowu walka o sen w nocy. Ciekawe czy to się kiedyś skończy. Przestawiła się na tryb budzenia co godzinę i znowu robię za zombi. Jesetm zmęczona i wybitnie nie w humorze. Ogólnie taki okres teraz mam kiedy to nawarstwiają się problemy a mi siada samopoczucie i nie - nie przez zimę bo w tym roku nie ma zimy. Słońce świeci a wczoraj padał deszcz. Piękny marzec mamy w grudniu :P
A wracając do małoletniej to zainteresowała się body painting-iem oraz przeszliśmy mały kryzys z kąpielą. W pewnym momencie zaczęła histerycznie reagować na wodę. Po 3 dniach jej nagle się odwidziało i znowu z wanny nie da sie jej wyciągnąć. Nie rozumiem mojego 17 miesięcznego dziecka - co będzie jak skończy 17 lat? :P
kolejna notka bez składu i ładu. Czuje jak mi punkty IQ uciekają przez zmęczenie.
A jutro pracowity dzień. Najpierw do dermatologa, potem szybko na szczepienie. Ciekawe czy pozwolą na szczepienie ale to się zobaczy. Potem jeszcze przypomnieć się w mojej pracy na chwile i spakować tatę który jedzie na dwudniowe szkolenia.
Znowu walka o sen w nocy. Ciekawe czy to się kiedyś skończy. Przestawiła się na tryb budzenia co godzinę i znowu robię za zombi. Jesetm zmęczona i wybitnie nie w humorze. Ogólnie taki okres teraz mam kiedy to nawarstwiają się problemy a mi siada samopoczucie i nie - nie przez zimę bo w tym roku nie ma zimy. Słońce świeci a wczoraj padał deszcz. Piękny marzec mamy w grudniu :P
A wracając do małoletniej to zainteresowała się body painting-iem oraz przeszliśmy mały kryzys z kąpielą. W pewnym momencie zaczęła histerycznie reagować na wodę. Po 3 dniach jej nagle się odwidziało i znowu z wanny nie da sie jej wyciągnąć. Nie rozumiem mojego 17 miesięcznego dziecka - co będzie jak skończy 17 lat? :P
kolejna notka bez składu i ładu. Czuje jak mi punkty IQ uciekają przez zmęczenie.
czwartek, 24.listopada.2011, 22:14
Odkryłam kolejną zaletę posiadania dziecka (tak - trzeba podsycać te samooszukiwanie się ;) ). Otóż młoda ostatnio bardzo lubi gryść, szczypać i drapać. No cóż - taki wiek ponoć. Można próbować z tym walczyć ale oczywiście wiadomo że rodzice zawsze są na straconej pozycji. Więc postanowiłam to spożytkować i oto mam własną drapaczkę do pleców :D - Uroczo.
Poza tym mówi już kotek, królik, piesek, lampa i dużo innych rzeczy. Oczywiście dla rodziny to ciągle źle bo powinna płynnie Pana Tadeusza recytować - wiadomo, matka zła dziecka mówić nie uczy ;)
Zęby jej tak rosną że grzyby po deszczu mogą się schować. Nie liczę bo boje się jej wkładać palce do buzi ;)
Wykonuje też większość polecenia. Kiwa główą kiedy czegoś nie chce lub chce. Chociaż jakby się zastanowić to głównie czego nie chce. A głównie nie chce jeść i wychodzić z wanny.
Ten miesiac to kolejny skok rozwojowy który opłacam totalnym wykończeniem. Ogólnie coraz więcej kuma i jest coraz ciekawiej. Czekam teraz aż łaskawie zrozumie do czego służy nocnik i da moim cyckom spokój (ale na to mam już swój plan - który pewnie nie wypali jak wszystkie inne genialne plany ale co tam :P )
Poza tym mówi już kotek, królik, piesek, lampa i dużo innych rzeczy. Oczywiście dla rodziny to ciągle źle bo powinna płynnie Pana Tadeusza recytować - wiadomo, matka zła dziecka mówić nie uczy ;)
Zęby jej tak rosną że grzyby po deszczu mogą się schować. Nie liczę bo boje się jej wkładać palce do buzi ;)
Wykonuje też większość polecenia. Kiwa główą kiedy czegoś nie chce lub chce. Chociaż jakby się zastanowić to głównie czego nie chce. A głównie nie chce jeść i wychodzić z wanny.
Ten miesiac to kolejny skok rozwojowy który opłacam totalnym wykończeniem. Ogólnie coraz więcej kuma i jest coraz ciekawiej. Czekam teraz aż łaskawie zrozumie do czego służy nocnik i da moim cyckom spokój (ale na to mam już swój plan - który pewnie nie wypali jak wszystkie inne genialne plany ale co tam :P )